poniedziałek, 9 listopada 2009

Myślała
że świat jest smutny
dokoła
że kwiaty są smutne i deszcz
że smutek się zagnieździł
w szorstkiej wełnie
pachnącej rezeda
że smutne są głosy
odjeżdżających
że smutny jest wesoły dorożkarz
który pali z bicza
myślałaniebo i ziemia
smucą się nad miarę
a
to kręcily się koła
szybsze i dalsze

Szerokie bezbrzeżne



Mały off top. ;)




piątek, 12 czerwca 2009

Chciałabym...

...podziękować pewnemu Panu. :)
I dziękuję!
;)

czwartek, 28 maja 2009

Coś miałam napisać. Jakaś kwestia, sklecone precyzyjnie zdanie, które wyrażało wszystko. No, ale cóż, poszło w pizdu. Za dużo kawy, za mało snu.

Coś się powoli zmienia. To tak jakby przestać mrużyć oczy, tylko otworzyć szeroko i nagle zdać sobie sprawę z tego, że przecież wokół jest jeszcze tyle innych rzeczy..! Głupawka pojawia się co raz rzadziej, noc spędzona nad książkami nie boli już tak jak kiedyś. Przepływ myśli, jeśli nie jest częścią wyuczonego materiału, wyglądają bardziej jak stream of consciousness, niż jak uporządkowana, logiczna całość.

Wieczór. Ciepło, niebo pełne gwiazd. Tylko to błoto. Wszędzie błoto! Ale nieważne. Cisza i spokój.
A jeśli nasze życie to tak naprawdę jeden wielki 'Truman Show'? Jeśli te gwiazdy, to tak naprawdę nie gwiazdy? Jakkolwiek by to zabrzmiało.

Ale w końcu...

'Life's but a walking shadow, a poor player
That struts and frets his hour upon the stage,
And then is heard no more. It is a tale
Told by an idiot, full of sound and fury,
Signifying nothing.'

Potrzebuję spokoju. Ciszy, spokoju i chwili samotności. NIE ludzi rozmawiających ze mną po to, by się wyżalić jakie to życie jest złe. Bo życie nie jest złe. Zawsze mogło być o wiele gorzej. Tylko zdaje się, że mało kogo to tak naprawdę obchodzi. Łatwiej jest sobie ponarzekać. Racja, czasami daje nam nieźle popalić, ale zawsze jest jakieś wyjście. Inne niż jęczenie jaki to świat jest okropny, a tak poza tym to nikt nas nie kocha.

piątek, 15 maja 2009

At The End Of It All

You can be mad as a mad dawg at
the way things went... You can
swear, curse the fates, regret
every’ting you ever did... but
when it comes to the end... You
have to let go...

niedziela, 3 maja 2009

Nothing can stop me now, cause I don't care anymore.

Maj, maj, maj. Majówka i po majówce. Mega zakwasy w łydkach od 20km marszu i banan na mordzie. Obolały kinol. Ciekawe czy przegroda nosowa jest jednak pęknięta :P

W Gdyni jak w Gdyni. Znów wyszło na jaw kto tak naprawdę miał ochotę się spotkać i pogadać. Parę nieoczekiwanych spotkań w dziwnych miejscach. "Bo nigdy nie wiesz, kogo spotkasz w Tesco!"

Czas wziąć się za siebie. I to mocno. Póki humor sprzyja i nie jest znów na granicy z autodestrukcją :P

Jest jednak coś, co trzyma mnie przy życiu....



Tak. Ekipa IFA pojawi się w swym najmocniejszym składzie :D

Jest jeszcze jedna kwestia, której trzeba się jak najszybciej pozbyć z czerepu.

czwartek, 9 kwietnia 2009

I'd like to thank my buddies for sticking the knife in my back.

Za każdym razem, kiedy przyjeżdżam do Gdyni, ogarnia mnie uczucie bezsensu. Wszystko się pozmieniało. Nie ma do kogo wysłać smsa 'Ustawka za pół godziny tu i tu.' Owszem, może i jest. Tylko po co? Żeby pojechać i postać sobie bez celu czekając przez 10 min, 15, 30, 45, godznię, żeby spalić pół paczki petów, pogadać samemu ze sobą i pojechać do domu? Ludzie przestają szanować siebie nawzajem; swój czas. Oooo super. Jak siedzę w Poznaniu to co chwilę ktoś się pyta kiedy przyjeżdżam, a jak przychodzi co do czego to nikt się nie odzywa. Krąg znajomych się zawęża, z co raz mniejszą grupą osób mam o czym porozmawiać, ba, w ogóle ochotę na spotkanie. Trudno, ale taka jest prawda (może czas w końcu się do tego przyzwyczaić?). Nie ma nawet z kim na peta wyjść i podyskutować o wpływie faz księżyca na rozwój intelektualny wiewiórek w Afryce Południowej. Wszyscy zajęci. Pochłonięci własnymi sprawami. Bez końca. I tak jest zawsze. Co zrobić? Odseparować się od wszystkiego? Nie przyjeżdżać do domu? A może po prostu olać to wszystko i żyć własnym życiem? Bez znajomych, bez przyjaciół. O, tak. Wybuduję sobie szałas w środku lasu i będę tam mieszkać wraz z sarenkami, wiewiórkami, lisami, dzikami i obrzydliwymi, gigantycznymi, włochatymi pająkami.

środa, 11 marca 2009

B. i nożyczki vs grzywka => 1:1

Parę słonecznych dni i wszyscy nagle stali się mili i radośni. Szkoda tylko, że sam budynek c. nvm ani trochę nie przypomina szczęśliwego. Nawet mimo hucznie (?) otwartego IFA chillout. Ale co tam. Nie ma co narzekać. Windy działają (jeszcze), Adaś już się nie odgradza od swoich fanek a w Kafce co raz częściej można znaleźć wolne miejsce (no.. powiedzmy.) Jednakże.... Chyba wolałam 'What you do, is a fucking crap, people' Martina, niż perwersyjny i przenikliwy wzrok Troy'a. 'Do you agree with what Magda said? hm...? Hm...? HMMMMMM?' Jedynie stary, dobry Marczello pozostał taki, jaki był. Dziwny. Zapewne w komiksach z Garfieldem też można doszukać się motywów fallicznych i waginalnych.




'Life is not a series of gig lamps symmetrically arranged; life is a luminous halo, a semi-transparent envelope surrounding us from the beginning of consciousness to the end. '

~V. Woolf


btw!
Nowy Dope kicks ass ;) Though, Edsel ma chujowy fryz ;)

wtorek, 10 lutego 2009

Niektórzy chyba myślą, że mogą osiągnąć wszystko bez najmniejszego wysiłku. Ha. Niestety, wszystko zdobywa się ciężką pracą i mnóstwem wyrzeczeń. "Oblałam trzy egzaminy, jak obleję czwarty to rzucam studia." No tak, bo najłatwiej się poddać. Szkoda tylko, że po jakimś czasie przychodzi refleksja "A gdybym jednak się wtedy nie poddała...?" Wtedy jest już za późno. "Mam tyle roboty... Na tej uczelni jest tyle nauki..." No cóż, nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Mówi się trudno, podwija rękawy i bierze do roboty zamiast siedzieć i narzekać. Ale po co. Lepiej sobie pojęczeć, albo poleżeć i pogapić w sufit. Trzeba było w takim bądź razie iść na jakiś kierunek, który nie wymaga zbytniego zaangażowania. Jeszcze lepiej, na jakiś uniwerek gdzie 3 dostaje się od tak i na którym "zawsze wszyscy dostają 3 z poprawek".
"Jesteś na zajebistej uczelni. I co z tego, skoro masz w pizdu nauki i się cały czas szarpiesz." Tego to już nie skomentuję. A może jednak tak. Fakt, mogłam iść na uniwerek, który ma mniejsze wymagania. Tylko po co? Żeby mówić kulawym angielskim? A może żeby po prostu zdobyć papierek i odbębnić studia? Racja, z początku nie lubiłam ani Poznania ani tym bardziej mojej uczelni. Ale chyba nie po to tu przyjechałam, prawda?

wtorek, 20 stycznia 2009

And so the Lion fell in love with the Lamb...

In tombs of gold and lapis lazuli
Bodies of holy men and women exude
Miraculous oil, odour of violet.

But under heavy loads of trampled clay
Lie bodies of the vampires full of blood;
Their shrouds are bloody and their lips are wet.

Wystarczył jeden film a mój umysł już przełączył się na tok myślenia sprzed 2 lat. Na dodatek jeszcze ten semestral na writing.

Jest w tym wszystkim coś kojącego. Uspakajającego i (?!) napawającego wolą istnienia. Trochę literatury i wszystko staje się jasne. Układa się w całość.

Brak zainteresowania ludźmi wokół jakoś mi nie przeszkadza. Sztucznemu podtrzymywaniu kontaktu itp. Wręcz przeciwnie. Ciekawie jest przyglądać się wszystkiemu z boku, zupełnie nie biorąc w tym udziału.

I nawet ludzie przestają być denerwujący...

Evil is a point of view. :)