wtorek, 20 stycznia 2009

And so the Lion fell in love with the Lamb...

In tombs of gold and lapis lazuli
Bodies of holy men and women exude
Miraculous oil, odour of violet.

But under heavy loads of trampled clay
Lie bodies of the vampires full of blood;
Their shrouds are bloody and their lips are wet.

Wystarczył jeden film a mój umysł już przełączył się na tok myślenia sprzed 2 lat. Na dodatek jeszcze ten semestral na writing.

Jest w tym wszystkim coś kojącego. Uspakajającego i (?!) napawającego wolą istnienia. Trochę literatury i wszystko staje się jasne. Układa się w całość.

Brak zainteresowania ludźmi wokół jakoś mi nie przeszkadza. Sztucznemu podtrzymywaniu kontaktu itp. Wręcz przeciwnie. Ciekawie jest przyglądać się wszystkiemu z boku, zupełnie nie biorąc w tym udziału.

I nawet ludzie przestają być denerwujący...

Evil is a point of view. :)