Mentalny chaos sięgnął zenitu. Spodziewałam się, że to rychło nastąpi, ale nie sądziłam że w takiej formie. No cóż. Żyje się dalej.
Sylwester, nowy rok i nowe postanowienia. Bla bla blaa. Ciekawe czy choć połowę z nich uda mi się zrealizować. Przynajmniej można zacząć [prawie] wszystko od nowa :P
Z dniem jutrzejszym zostaję abstynentką. Tak. Sądzę że to najlepsze rozwiązanie.
No i szczęśliwego nowego. Oby był lepszy niż ten 2008.
środa, 31 grudnia 2008
niedziela, 14 grudnia 2008
Powrót
Poznań, dworzec, godzina 14. Pożegnanie z Mieszkiem i powolne człapanie na przystanek. W słuchawkach Kate Nash - Nicest Thing. Słońce świeci, głęboki oddech i nagłe olśnienie. Czy to była oznaka ulgi? Tak... Chyba tak. Powrót do miejsca w którym jestem anonimowa. Prawie nikt mnie nie zna, nie osądza, nie wydaje opinii. Mejsca w którym jestem... bezpieczna? Tak, to chyba dobre określenie. Ok, jest tramwaj. 20 min drogi, chwila na piechotkę, jeszcze zostało pokonanie bramki i drzwi i.... No tak. Znów cztery ściany i ja. Sam na sam. Znów ta rutyna, chwila zapomnienia ze znajomymi na uczelni, śmiech, a wieczorem powrót i kontemplowanie rozgniecionego na ścianie komara, który jest tam już chyba od ponad 2 miesięcy. I cisza. Ta cholerna, cisza, wwiercająca się w umysł, której nie da się zagłuszyć muzyką.
'Jesteś wyjątkowa!' Tak Dżołano. Zgadzam się. Nie każdy ma tak cudownie nasrane we łbie jak ja. Mogę się chyba poszczycić wyróżniającym z tłumu stopniem zjebania. Powinnam dostać za to medal.
Siedzę i zaraz zacznę chyba walić głową w ścianę. Nie myśleć! Zapomnieć! Wyjść, poczytać, wpaść pod samochód. Coś co choć na chwilę pozwoli odejść od rutyny i stłamsić myśli.
I ciągle ta cisza. Aż dzwoni w uszach.
Nie mam siły i woli istnienia, zmiany samej siebie. Bagno 'beznadziejność' wciągnęło ostatnią część mnie utrzymującą się jeszcze na powierzchni.
'Jesteś wyjątkowa!' Tak Dżołano. Zgadzam się. Nie każdy ma tak cudownie nasrane we łbie jak ja. Mogę się chyba poszczycić wyróżniającym z tłumu stopniem zjebania. Powinnam dostać za to medal.
Siedzę i zaraz zacznę chyba walić głową w ścianę. Nie myśleć! Zapomnieć! Wyjść, poczytać, wpaść pod samochód. Coś co choć na chwilę pozwoli odejść od rutyny i stłamsić myśli.
I ciągle ta cisza. Aż dzwoni w uszach.
Nie mam siły i woli istnienia, zmiany samej siebie. Bagno 'beznadziejność' wciągnęło ostatnią część mnie utrzymującą się jeszcze na powierzchni.
piątek, 5 grudnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
