czwartek, 28 maja 2009

Coś miałam napisać. Jakaś kwestia, sklecone precyzyjnie zdanie, które wyrażało wszystko. No, ale cóż, poszło w pizdu. Za dużo kawy, za mało snu.

Coś się powoli zmienia. To tak jakby przestać mrużyć oczy, tylko otworzyć szeroko i nagle zdać sobie sprawę z tego, że przecież wokół jest jeszcze tyle innych rzeczy..! Głupawka pojawia się co raz rzadziej, noc spędzona nad książkami nie boli już tak jak kiedyś. Przepływ myśli, jeśli nie jest częścią wyuczonego materiału, wyglądają bardziej jak stream of consciousness, niż jak uporządkowana, logiczna całość.

Wieczór. Ciepło, niebo pełne gwiazd. Tylko to błoto. Wszędzie błoto! Ale nieważne. Cisza i spokój.
A jeśli nasze życie to tak naprawdę jeden wielki 'Truman Show'? Jeśli te gwiazdy, to tak naprawdę nie gwiazdy? Jakkolwiek by to zabrzmiało.

Ale w końcu...

'Life's but a walking shadow, a poor player
That struts and frets his hour upon the stage,
And then is heard no more. It is a tale
Told by an idiot, full of sound and fury,
Signifying nothing.'

Potrzebuję spokoju. Ciszy, spokoju i chwili samotności. NIE ludzi rozmawiających ze mną po to, by się wyżalić jakie to życie jest złe. Bo życie nie jest złe. Zawsze mogło być o wiele gorzej. Tylko zdaje się, że mało kogo to tak naprawdę obchodzi. Łatwiej jest sobie ponarzekać. Racja, czasami daje nam nieźle popalić, ale zawsze jest jakieś wyjście. Inne niż jęczenie jaki to świat jest okropny, a tak poza tym to nikt nas nie kocha.

Brak komentarzy: